Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tides from nebula. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tides from nebula. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

Słuchając na długo przed premierą

Wstrzelili się idealnie. W 2009 r. nagrali i wydali debiutancką płytę, gdy wszyscy słuchali jedynie uznanych zagranicznych postrockowych grup, bo w świadomości szerszego rodzimego odbiorcy tych polskich w zasadzie nie było. No i się zaczęło. Kontrakt, wydanie dwóch kolejnych albumów w dwuletnich odstępach, koncerty w całej Europie, zarówno samodzielne jak i z uznanymi orkiestrami, ciekawe marketingowe zagranie z występami w Indiach i de facto pociągnięcie za sobą wielu młodych, krajowych przedstawicieli gatunku. I co dalej? Nie ma lekko. Trzeba mocno się napocić, by grając instrumentalną muzykę, raz jeszcze spróbować zaskoczyć wiecznie głodnych nowości fanów. A że dzięki uprzejmości warszawiaków już teraz mogłem w całości przesłuchać zapowiedziane na 6 maja "Sefahaven", w temacie czwartej płyty Tides From Nebula mam teraz znacznie więcej odpowiedzi niż pytań.

Tides Fom Nebula  /  Fot. Adam Bejnarowicz  
Nie spodziewajcie się rewolucji. Nie oczekujcie również powtórki z budzącego skrajne emocje onirycznego "Earthshine", czy wulkanu spontanicznej i nieco nieokrzesanej energii z czasów debiutanckiej "Aury". Całościowo tej płycie najbliżej do "Eternal Movement". Wydaje się, że zamykające poprzedni krążek "Up From Eden" w jakiejś mierze można uznać za pewien punkt wyjścia dla "Safehaven". Niestety w tym momencie muszę zabawić się w teoretyka, walczącego o Wasze zaufanie i odwołującego się do wyobraźni, gdyż legalnie mogę tu zamieścić jedynie odsłuch udostępnionego do tej pory singla, czyli poniższego "We Are The Mirror". Nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia. Zarówno dla Was, jak i dla mnie.


Czy ten utwór jest reprezentatywny dla "Safehaven"? I tak i nie. Zawiera energię, której tej płycie nie brakuje, ale z drugiej strony w żadnej mierze nie zdradza wszystkiego, w tym chociażby wątku elektroniki, przewijającego się przez różne etapy krążka. W zasadzie im bardziej warszawiacy odchodzą od korzeni, tym lepiej się tego słucha. Ma się poczucie niespodzianki, świeżości, po prostu czegoś nowego. Tych momentów nie ma jednak aż tak dużo, jak mogłoby być. Choć nie oznacza to, że "Safehaven" to zwykła kopia tego, co znamy. Bez przesady. Muzycy zagrali w swoim, rozpoznawalnym stylu. Odważnie postawili na samodzielną produkcję, tym samym otwierając nowy etap w historii zespołu. Słychać dojrzałość i efekty pracy wykonanej przez 8 lat dotychczasowej działalności. To dobra płyta. Przypadnie do gustu zdecydowanej większości fanów, niemniej pokusiłbym się o stwierdzenie, że już czas na coś nowego, a przynajmniej nowszego. Nie trzeba od razu zrywać z przeszłością. Raczej umiejętnie uczynić z niej punkt wyjścia. Najbliższe dwa, trzy lata uznałbym za absolutnie ostatni dzwonek dla muzyków, by wszyscy pamiętający początki zespołu, nadal odnajdywali w nim to, co sprawiało, że zaczęli kupować płyty i chodzić na koncerty. Tytułowa bezpieczna przytań wydaje się nieco zbyt bezpieczna. Odważniej, panowie, odważniej. Na pewno na tym nie stracicie. Wręcz przeciwnie.

Okładka "Savehaven"
By było nieco łatwiej wyrobić Wam sobie zdanie na temat tego, na co czekacie, poniżej znajdziecie charakterystykę wszystkich nagrań, jakie trafią na "Safehaven".

"Savehaven" - pogodne, słoneczne wręcz, wprowadzenie w nastrój płyty, w którym co ciekawe słuchać delikatny kobiety głos, a w zasadzie melodyjne, subtelne zawodzenie; średnie tempo, wysunięta perkusja i nieco elektroniki; (05:32),

"Knees To The Earth" - energicznie i ciężej w dobrze znam znanym stylu; solidnie, ale niestety bez zaskoczenia; do zamieszczenia w dowolnie wybranym miejscu koncertowej setlisty; (05:17), 

"All The Steps I've Made" - niemal dwie minuty wprowadzenia pojedynczej gitary, a potem spokój i przestrzenna elektronika; w zasadzie bardziej interludium niż utwór; czyżby pierwotnie improwizacja? (04:48)

"The Lifter" - bardzo dobry moment na płycie; zalupowany bit, którego temat podchwytuje gitara; energia na średnich tempach i wpadająca w ucho melodia; nagranie z pewnością pojawi się na koncertach promujących "Safehaven" i oby nie tlyko na nich; (06:05),

"Traversing" - najdłuższe nagranie z przyjemną dla ucha partią wysuniętego basu; sprawdzona od lat postrockowa konstrukcja, niemniej bardzo dobrze zagrana i z gamą pomniejszych ozdobników; warto dać głośniej; (06:29),

"Colour of Glow" - najkrótszy utwór na płycie, subtelny przerywnik przechodzący w ambientowe outro, na przeczekanie przed następnym nagraniem; (03:31),

"We Are The Mirror" - udostępniony w sieci singiel; dużo energii i koncertowy pewniak podczas nadchodzącej trasy; spokojnie mógłby pojawić się na poprzedniej płycie; (05:48),

"Home" - dobre zakończenie płyty; najpierw elektroniczny wstęp, dalej perkusja, do której dołącza gitara, i przestrzeń z budowaniem napięcia i standardowymi nieco, ale mimo wszystko, efektownymi gitarowymi erupcjami; (06:21).

Zdanie naturalnie musicie wyrobić sobie sami, jednak pierwsze wnioski możecie wyciągnąć już teraz. Z pewnością dotychczasowi nieprzekonani raczej nie porwą się na kompletowanie dyskografii warszawiaków i gorączkowe sprawdzanie dostępności biletów na zapowiedziane koncerty. Ale ci, którzy lubią, szanują i cenią nie będą rozczarowani. Chyba że już teraz uznają, że studyjnie czas na coś więcej. Ale o tym w pełni przekonają się 6 maja.

środa, 9 października 2013

Małopolski post rock

Rodzimych sympatyków post rocka zajmuje obecnie przede wszystkim premiera trzeciej płyty Tides From Nebula. I słusznie, choć warto zwrócić uwagę na to, że w tym samym czasie ukazuje się fonograficzny debiut zespołu nieporównywalnie mniej znanego, ale za to bardzo obiecującego. Co prawda nazwa powstałego w małopolskich Brzeszczach Besides nic Wam nie powie, ale za to muzyka już tak.

Besides podczas koncertu  /  Fot.  Fotostaszewski
Grupę tworzy czterech muzyków, którzy grali wcześniej w raczej anonimowych składach, ale teraz powoli robi się o nich coraz głośniej. Trzeba przyznać, że zasłużenie. Wszystko za sprawą debiutanckiego albumu "We Were So Wrong", którego przedsmakiem była epka, wydana rok temu przez sam zespół. Ten album to niespełna godzina instrumentalnego post rocka. Dużo w nim przestrzeni, melodii, melancholii, ale i zrywów pełnych energii. Słychać w nim wiele inspiracji klasykami gatunku, ale najważniejsze jest to, że wszystko zagrano poprawnie, z pasją, a na końcu przyzwoicie wyprodukowano. Muzycy mieli dużo pomysłów, pośród których poszukiwali swojego stylu i miejscami nawet im się to udało, ale na więcej będziemy musieli jeszcze zaczekać. Słuchając "We Were So Wrong", tym bardziej wyrwani ze snu, nie stwierdzimy jeszcze, że to nagrania Besides. Może na drugiej płycie?  



W tej muzyce najbardziej mogą podobać się chęci do grania i entuzjazm, który przekłada się na kreatywność i udane połączenia ze sobą poszczególnych pomysłów. Tego zwyczajnie chce się słychać, co już na wstępie przekłada się na życzliwe podejście do płyty. Jeśli jest tak, jak domyślam się, słuchając tej płyty, i wszystko podąży we właściwym kierunku, może być naprawdę ciekawie.



Oczekiwania muzyków i nadzieje sympatyków gatunku mają prawo być duże. Jak zawsze w takiej sytuacji czas pokaże, czy zespół przypadkiem nie wykorzystał wszystkich najlepszych pomysłów na debiutancki album. Oby nie, gdyż najzwyczajniej w świecie byłoby szkoda. Polski post rock ma się przyzwoicie, ale dobrze byłoby, by komuś udało się powtórzyć sukces Tides Fron Nebula. Skorzystają na tym wszyscy, a my chyba najbardziej. Swoją drogą, ciekawe, czy popularni warszawiacy czują już na plecach oddech zdrowej konkurencji. Zwracajcie uwagę na to, co w naszym kraju dzieje się w tej muzyce. Przeważająca liczba fizycznych kopii naprawdę dobrych wydawnictw ukazuje się bez dużego rozgłosu, w niewielkich nakładach, siłami samych zainteresowanych. I co w tym wszystkim niezwykłe, egzemplarze błyskawicznie się rozchodzą. Słowem, zalecam czujność. Kto pierwszy, ten lepszy. Poniżej wizualna zapowiedź dostępnego już "We Were So Wrong". Całej płyty możecie posłuchać tutaj.

poniedziałek, 14 maja 2012

Bilet na Tides From Nebula i Obscure Sphinx

Już jutro w warszawskim klubie Proxima odbędzie się pierwszy z czterech koncertów Tides From Nebula promujących ukazanie się reedycji "Aury", debiutanckiej płyty zespołu. Specjalnym gościem podczas pierwszego z tych występów będą muzycy Obscure Sphinx, którzy zaprezentują m.in. nagrania z przygotowywanej drugiej płyty. Jeśli ktoś z Was chciałby zobaczyć tego samego wieczoru rzeczonych jednych z najciekawszych rodzimych przedstawicieli post rocka i post metalu, wystarczy odpowiedzieć na poniższe pytanie.

Obscure Sphinx  /  Fot. Arch. zespołu

Jak brzmi tytuł debiutanckiej płyty Obscure Sphinx?

Odpowiedzi kierujcie na melodie@radiokampus.waw.pl. Termin nadsyłania listów upływa we wtorek w samo południe. Każdy z uczestników konkursu zostanie poinformowany o wyniku losowania.

Prawidłowa odpowiedź to "Anaesthetic Inhalation Ritual"

Bilet wylosował Piorek z Warszawy

Koncerty promujące reedycję pierwszej płyty Tides From Nebula

15.05 - Warszawa, Proxima
16.05 - Toruń, Bunkier
17.05 - Poznań, Blue Note
18.05 - Wrocław, Firlej

sobota, 7 maja 2011

Na ten moment czekało wielu z Was

W najbliższy poniedziałek ukaże się "Earthshine", długo oczekiwany drugi album warszawskiego Tides From Nebula. Tego też dnia będę miał przyjemność zaprezentować Wam obszerne fragmenty tegoż wydawnictwa i wówczas przekonacie się sami, czy muzycy podołali wielkim oczekiwaniom i nadziejom, jakie w nich pokładano. Co ważne, nie będzie to jedyna rodzima płyta, jaką zabiorę na nasze spotkanie. Do usłyszenia.  

wtorek, 5 kwietnia 2011

Chwila prawdy dla Tides From Nebula

Warszawiacy przebojem wdarli się do świadomości rodzimych sympatyków post rocka, osiągając zawrotny sukces artystyczny, jakiego już dawno nie obserwowaliśmy w przypadku debiutantów. Wydana 25 maja 2009 r. "Aura" zaskoczyła wszystkich spontanicznością, ciężarem i wszelkimi możliwymi emocjami, które sprawiają, że przedzieramy oczy ze zdumienia. Czy teraz będzie podobnie i  tym samym muzykom uda się uniknąć  tzw. klątwy drugiej płyty? Odpowiedź na to pytanie poznamy 9 maja, gdyż to wówczas ukaże się "Earthshine".

 
O nowym albumie Tides From Nebula w kuluarach mówiono już od dawna, ale zazwyczaj wszystko kończyło się na domysłach i milczeniu muzyków, którzy wiele pytań z premedytacją pozostawiali bez odpowiedzi, czekając na moment, w którym wszystko będzie gotowe. Teraz zaś pozostaje jedynie zaczekać i na własne uszy przekonać się, czy zespół podołał wielkiemu wyzwaniu, które niejako rzucił sobie sam, wywołując niemałe zamieszanie debiutancką płytą.