Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemonium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pandemonium. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Kości zostały rzucone

Przypatrując się ostatnim poczynaniom Pandemonium, każdy złośliwy, a tych przecież wśród pokaźnego grona użytkowników rodzimej sieci nie brakuje, zwróci uwagę, że ostatnio częściej mamy do czynienia raczej z nowymi wydawnictwami łodzian niż ich nowymi utworami. Jak to możliwe? Niemal co do dnia trzy lata temu ukazało się "Misantrophy", ostatnia jak dotąd regularna płyta Pandemonium, a od tamtej pory w nasze ręce trafiły kolejne już reedycje demo "Deviliri" oraz debiutanckiej płyty "The Ancient Catatonia". Co więcej, obie pozycje zostały poszerzone o to, co starsi sympatycy zespołu pamiętają z ich drugich wydań, jakie ukazały się za sprawą nieistniejącej już Apocalypse Productions. Były one wówczas poszerzone o zapis występu z ciechanowskiego festiwalu S'thrash'ydlo z 1991 r. oraz nagranej rok wcześniej na próbie taśmy demo. Słowem, pod względem zawartości to w praktyce reedycje reedycji. Ale to nie koniec. W ubiegłym roku ukazał się skromny premierowy singiel "Przyjdź królestwo twoje", zaś teraz w nasze ręce trafia nie wyczekiwana płyta, a kompilacja, na której pojawia się również zaledwie jedna nowa autorska kompozycja oraz premierowy cover. Zdecydowanie za mało. Są jednak pewne zalety, a w zasadzie jedna.

Pandemonium  /  Fot. facebook.com/pandemoniumpl
"Bones Will Rise From The Ground" to niespełna godzina muzyki, na którą składa się w sumie czternaście nagrań. Kluczowe dla całego wydawnictwa pozostaje pięć z nich. Tworzą je premierowe "In Lord We Trust", cover Bathory "Equimanthorn", a także alternatywne miksy trzech utworów z płyt "Hellspawn" i "Misanthropy w postaci nagrań tytułowych oraz "Only The Dead Will See The End Of War". Zestawienie zamyka zapis koncertu Pandemonium, który odbył się 2005 r. w łódzkim klubie Lokomotywa. Szkoda, że jego jakość to odpowiednik bootlegu. W zasadzie łodzianie nigdy nie mieli szczęścia do nagrań koncertowych. Jak dotąd żadne z tych, jakie znajdziemy na ich oficjalnych wydawnictwach, nie miało produkcji z prawdziwego zdarzenia. Szkoda.



Zaś co do zalet, to bezsprzecznie najjaśniejszym punktem "Bones Will Rise From The Ground" pozostaje premierowe "In Lord We Trust". To kolejny po singlu "Przyjdź królestwo twoje" przykład kierunku, który obrał Paweł Mazur. Jest ciężko, dostojnie, nie za szybko i z odpowiednim nastrojem. Takie Pandemonium sprawdza się najlepiej i takiego słucha się najprzyjemniej. Można jedynie żałować, że nowe utwory ograniczono zaledwie do jednego. Owszem, jest jeszcze wspominane opracowanie "Equimanthorn" Bathory, ale to nie to samo. A co z nowymi miksami starszych nagrań?  Dobrze, że są. Wszak nikomu nie powinny zawadzać, jednak niewątpliwie pozostają w tyle za premierową kompozycją. Nie dlatego, że nie są udane. To poczucie wynika raczej z głodu nowych utworów. Czekamy dość długo, ale niestety nie ma ich za wiele. A przecież potencjał i pomysły najwyraźniej wciąż są.



Podążając za tytułem "Bones Will Rise From The Ground", trzeba przyznać, że ta kompilacja to faktycznie w jakiejś mierze coś, co powstało samo lub sprawnym ruchem zostało wyciągnięte spod ziemi. Owszem, sprawia przyzwoite wrażenie, ale dobrze wiemy, że pociągających za sznurki stać na znacznie więcej. Trudno powiedzieć, na ile ta premiera jest podtrzymaniem wydawniczego cyklu w obliczu braku materiału na regularny album, a w jakiej mierze mamy tu do czynienia z ukłonem w stronę fanów i świadomym zaostrzaniem ich apetytów. Teraz tego nie rozstrzygniemy, ale czas rozwieje wszelkie wątpliwości. Pandemonium to legenda, ale i wielka odpowiedzialność, która z biegiem kolejnych lat działalności wywiera coraz większy nacisk na barki muzyków. Oby nie zabrakło im siły.

wtorek, 25 marca 2014

Siła majestatu

Siódmego marca wybrałem się do warszawskiej Piwnicy pod Harendą, by zobaczyć Pandemonium na jednym z jego ostatnich koncertów w ramach tej jeszcze przedwiosennej wówczas trasy. Po występie zdałem sobie sprawę, że bez Pawła Mazura ten zespół niestety scenicznie nie istnieje. Owszem, wszystkie stare utwory zostały zagrane względnie poprawnie i skutecznie przypominały mi czasy beztroskiej młodości, ale w ślad za muzyką muszą iść także charyzma i odpowiednia prezencja wokalna. Bez tego trudno wyobrazić sobie Pandemonium, a co dopiero koncert tej rodzimej legendy. Sentyment jest jednak na tyle duży, że wciąż pozostaje i wszystko wskazuje na to, że rzeczony koncert na szczęście tego nie zmieni. Zwłaszcza, gdy 28 marca ukaże się nowy singiel z nagraniem udanie nawiązującym do najlepszej stylistyki łodzian. 

Paweł Mazur, Pandemonium  /  Fot. facebook.com/pandemoniumpl
Po mocno eksperymentalnym "The Zonai", przeciętnym hałasie pokroju "Hellspawn" i przyzwoitym "Misanthropy", nadszedł czas na zwiastun nowych pomysłów. Zamieszczone jakiś czas temu w sieci nagranie "Przyjdź Królestwo Twoje", ukazujące się teraz na fizycznym nośniku, udowadnia, że muzycy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Przypadające w tym roku 25-lecie istnienia Pandemonium mogą ukoronować płytą będącą kwintesencją tego, co sprawiło, że ich wczesne wydawnictwa są dziś otoczone istnym kultem. Majestat, średnie tempa, ciężar, siła wokalnej ekspresji i wszechobecny nastrój to elementy, które kojarzą się z najlepszymi dokonania zespołu i niewykluczone, że w bliżej nieokreślonej przyszłości raz jeszcze będzie on charakteryzował muzykę Pandemonium. W każdym razie ze wszystkich możliwych scenariuszy ten prezentuje się dobrze, zarówno na papierze, jak i w głośnikach.


Cieszy fakt, że ten zespół wciąż istnieje. Owszem, przykro patrzeć, gdy na jego koncert przychodzi 30-40 osób, ale z drugiej strony trudno się też temu dziwić w dobie globalnej sieci i obecnych muzycznych gustów. Młodzież wydaje się rozleniwiona dostępnością wszystkiego i zainteresowana inną muzyką, zaś weterani w pierwszej kolejności myślą przecież o rodzinie i pracy, a dopiero później w miarę możliwości podnieceni organizują sobie wolny wieczór, wspominając festiwalowe przygody, skóry i bujne fryzury. Niemniej, dopóki Paweł Mazur będzie znajdował  energię i czas na Pandemonium, dopóty warto będzie śledzić jego poczynania. Owszem, te nie zawsze będą musiały się podobać, ale mimo wszystko dorobek łodzian i ich miejsce w historii rodzimego grania do czegoś zobowiązują, zarówno muzyków, jak i nas. Singiel "Przyjdź Królestwo Twoje" ukaże się w nakładzie stu sztuk. Zaintrygowanych odsyłam do zasobów rodzimego Old Temple. Poniżej zaś klasyka z czasów debiutanckiego "The Ancient Catatonia".