Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lipca 2012

Obraz we mgle

Kiedy człowiek jest zmęczony otaczającą go sztucznością, plastikiem, tandetnością tego, co na każdym kroku próbuje mu się podsunąć, zazwyczaj stara się uciec, wracając do prostoty, do tego, od czego niedaleko jest do szczerości i autentyczności, dóbr w naszych czasach jakże deficytowych. Podobnie jest również z muzyką. Chcąc zapomnieć o tym, co aż krzyczy, nawet nie tyle do mnie co raczej na mnie, za pośrednictwem środków masowego przekazu, sięgam po płyty jakże dalekie od tego, z czym mam styczność na co dzień. Dlaczego? By choć na chwilę zatrzymać się, zdobyć się na refleksję, by pomyśleć, by poświęcić uwagę temu, co po prostu mi umyka. A wszystko to znajduję w określonych dźwiękach, do których należą m.in. nagrania stosunkowo mało znanego węgierskiego Orom.

Fot. Arch. zespołu
Jak na ironię, w języku Madziarów nazwa tego projektu oznacza radość, co już samo w sobie jest swoistą grą prowadzoną przez muzyków. A to dlatego, że tworzą oni melodie pełne melancholii, nostalgii i refleksji. Tu motywami przewodnimi są rozpacz i pustka, czyli uczucia, do których człowiek przyznaje się zazwyczaj niechętnie, czasem udając, że w danej chwili są mu zupełnie obce. Wszystko to słychać w partiach klawiszy, spokojnych dźwiękach akustycznych gitar, smyczkach i szeptanych narracjach. To dość powszechne instrumentarium, ale użyte w odpowiednich rękach potrafi robić niezwykłe wrażenie. Jednak ta muzyka to nie tylko smutek, to również szacunek dla natury, uznanie jej piękną, które pozostaje głównym źródłem inspiracji dla rzeczonych Węgrów. Rozległe lasy, bagna, wrzosowiska spowite poranną mgłą. To obrazy, które nie tylko słuchać, ale i niemalże widać. Nie bez znaczenia są również silne wpływy folkloru, choć raczej w jego powszechnym rozumieniu, niż tym charakterystycznym dla kraju tokaju. Niemniej równie ciekawym.
Okładka płyty "8"
Słuchając Orom, nie trudno o skojarzenia z Empyrium, zwłaszcza z płytą "Where at Night the Wood Grouse Plays", ale mimo wszystko te wyraźne inspiracje nie ujmują niczego węgierskim muzykom. Sięgnęli oni po podobne instrumentarium co Niemcy i musieli przecież liczyć się z tym, że odbiorcy ich dokonań będą opisywać ich muzykę, nawiązując do grupy Ulfa Theodora Schwadorfa. Widać, uczyli się od najlepszych i z powodzeniem wykorzystali nabytą w ten sposób wiedzę. Do tej pory doczekaliśmy się zaledwie jednej regularnej płyty Węgrów, a i tak pozostaje ona zbiorem nagrań, które ukazały się na pomniejszych wydawnictwach. Krążek zatytułowany "8" został wydany siłami samych muzyków w 2006 r. i szczęśliwie dla nas doczekał się wznowienia trzy lata później. Ciekawie, bardzo ciekawe, jak na tych, którzy jeszcze nie tak dawno grali bezkompromisowy black metal.

wtorek, 17 maja 2011

Baśnie z kraju tokaju

Fala klimatycznego grania lat 90., do której tak często powracam w swoich zapiskach i podczas naszych cotygodniowych spotkań, to nie tylko muzyczna spuścizna tamtego okresu, ale i  pośrednio późniejsze historie poszczególnych muzyków. Wielu z nich wraz z medialnym wypaleniem się gatunku podążyło w stronę rocka (Anathema), inni zaś próbowali mariażu z elektroniką (Theatre of Tragedy). Znaleźli się również tacy, którzy wybrali folklor i, co nie zawsze bywa regułą, zmiana stylistyki wyszła im na dobre. Spośród tej grupy kompozytorów warto wymienić m.in. Agnes Toth i Michaly'a Szabo, swego czasu tworzących nieco już zapomniany węgierski Even Song. To oni niedługo po rozpadzie zespołu dali początek The Moon And The Nightspirit, jednemu z ciekawszych ostatnimi czasy muzycznych zjawisk znad Dunaju. 
   
Fot. Arch. zespołu
Słuchając każdej ze czterech dotychczasowych płyt Agnes i Michaly'a, w tym dopiero co wydanej "Mohalepte", nie warto zastanawiać się, czy te melodie to jeszcze neofolk czy już neoklasyka. Nie warto zadawać sobie pytania o instrumentarium oparte przede wszystkim na gitarach akustycznych, skrzypcach, bębnach i basie. Warto natomiast po prostu posłuchać tej niezwykle estetycznej i przyjemnej dla ucha muzyki pełnej spokojnych i zarazem skocznych melodii. Warto wsłuchać się delikatny kobiecy głos śpiewający  teksty inspirowane baśniami, ludowymi opowieściami i przede wszystkim pięknem przyrody. Brzmi jak banał? Posłuchajcie, a zrozumiecie. The Moon And The Nightspirit to bez wątpienia wciąż powiew świeżości w nieco skostniałym już środowisku muzyków, z których wielu wciąż nagrywa takie same płyty.