Pokazywanie postów oznaczonych etykietą austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą austria. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

Polak na obczyźnie

Jako Polacy mamy to do siebie, że można nas spotkać w nawet najbardziej egzotycznych zakątkach świata. Nikogo nie zdziwi stek przekleństw usłyszany za plecami daleko poza granicami kraju, czy napisy w toalecie w przydrożnym barze np. w Ameryce Południowej. To swoiste wszędobylstwo, bardzo często wynikające z naszej zawiłej historii, nierzadko przekłada się również na działalność twórczą z dala od ojczyzny. Tyle mówi się o reżyserach, fotografach, aktorach i malarzach, rzadziej natomiast słyszymy o Polakach w współtworzących składy zagranicznych przedstawicieli ciężkiej muzyki. A szkoda, gdyż z pewnością znalazłoby się nieco ciekawych przykładów. Jednym z nich pozostaje Sebastian Góralik, najbardziej rozpoznawalny za czasów działalności w austriackim Dawn of Dreams. 

Dawn of Dreams  /  Fot.  Arch. zespołu
Zespół powstał w Tyrolu w 1995 roku na gruzach deathowo-grindowej grupy Stable Stench. Nasz rodak, jako wokalista i gitarzysta odpowiedzialny także za automat perkusyjny, wszedł w jej skład, będąc jeszcze nieopierzonym nastolatkiem. Ostatecznie pozostał w nim do końca, nagrywając w sumie demo, epkę i trzy regularne płyty, z czego ostatnią, "Eidolon", w rodzimych Katowicach. Wszelki słuch o zespole zaginał mniej więcej ok. 2002 r. Być może wówczas wyczerpała się formuła projektu, a być może muzycy uznali, że był to najwyższy czas zająć się własnym życiem. Nie zmienia to jednak faktu, że w drugiej połowie lat 90. Dawn of Dreams wzbudzało niemałe zainteresowanie sympatyków szeroko rozumianego klimatycznego grania. Były to jeszcze czasy sprzed ery plastikowych z urody i głosu wymalowanych "gotyckich" wokalistek, które niedługo później zalały rynek jako usilnie wciskany nam wszystkim wątpliwej jakości produkt.


Sebastian Góralik wraz z austriackimi kolegami idealnie wpasował się w nurt muzyki dominującej u schyłku ostatniej dekady ubiegłego stulecia. Znalazło to odzwiercierlenie w nagraniach opartych przede wszystkim na melodyjnych partiach gitar i klawiszach, które na końcu zawsze prowadził charakterystyczny growl, a niekiedy także i czyste wokale. Owszem, żadna z płyt Dawn of Dreams nie była przełomowa dla gatunku i nie zapisała się na pierwszych stronach notatek sporządzanych przez najzagorzalszych muzycznych kronikarzy. Niemniej, surowy debiutancki "Amber" z 1997 r., następujący po nim nierówny "Fragments" oraz energiczny i w efekcie najdojrzalszy wspomniany wcześniej "Eidolon" pozostają muzyczną pamiątką po apogeum ciężkiego nastrojowego grania na Starym Kontynencie. Dodajmy, pamiątką z wyraźnie polskim akcentem. Gdy mniej więcej dekadę temu zespół zakończył działalność, Sebastian Góralik miał zaśpiewać na nowej płycie krakowskiego Cemetery of Scream. Ostatecznie jednak na wydanym w 2006 r. "The Event Horizon" usłyszeliśmy Pawła Kluczewskiego. Szkoda, i to tym większa, że od tamtej pory rzeczony wokalista nigdzie już się nie udzielał. A jeśli nawet, to najwyraźniej mało kto o tym wie. Poniżej znajdziecie nagranie z ostatniej płyty Dawn of Dreams.

środa, 21 listopada 2012

Zanim nadejdzie zima

Niemal od zawsze pory roku wyznaczały rytm życia człowieka, tym samym wpływając na jego stany emocjonalne. A te zaś bardzo często przekładały się na wszelkiego rodzaju twórczość, w tym także komponowanie muzyki. Dlatego swego czasu z czystej ciekawości poszukiwałem nagrań, w których znalazłbym w choćby najmniejszym stopniu coś na wzór "Czterech pór roku" Vivaldiego. I zazwyczaj znajdywałem. A jako że wielkim krokami zbliża się zima, przypomniałem sobie o Ice Ages, solowym projekcie Protectora z Summonig.

Fot. Arch. zespołu
Pod tym szyldem Richard Lederer nagrał do tej pory trzy płyty, a każda z nich to zimno w najczystszej dźwiękowej postaci. Można odnieść wrażenie, że ta muzyka to lodowy oddech, który zamraża wszystko, z czym tylko się zetknie. To zaś austriacki muzyk uzyskał dzięki syntezatorom i efektom nałożonym na partie wokalne, co razem udanie przełożyło się na niebanalną syntezę melodii spod znaku darkwave'u, industrialu i elektro. Te dźwięki budują niezwykły nastrój, szczególnie za sprawą wolniejszych i zarazem bardzo przestrzenne brzmiących nagrań, które, co ciekawe, momentami nie bez przyczyny mogą kojarzyć się z wspomnianym wcześniej Summoning. Choć oczywiście muzyka Ice Ages ma również drugie, zgoła odmienne i zdecydowanie szybsze, agresywniejsze oblicze, w którym wykorzystane bity to po prostu EBM. 

Druga płyta Ice Ages. Na okładce obraz Zdzisława Beksińskiego
Trzy wydawnictwa to nie dużo jak na osiemnaście lat działalności, ale należy pamiętać, że Ice Ages od zawsze było jednym z wielu projektów, w które angażował się Protector. Z drugiej jednak strony to właśnie wyczekiwanie na odpowiedni moment i brak pośpiechu zaowocowały taką a nie inną zawartością kolejno wydanych "Strike The Ground", "Killing Emptiness" oraz "Buried Silence". Na każdym z tych albumów słychać niepokorność muzyka i obraną przez niego opozycję w stosunku do powszechnie panujących trendów. Ale jest coś jeszcze. W tym wszystkim nie bez znaczenia pozostają teksty dotyczące bezradności człowieka, osamotnienia, wewnętrznej pustki i wszelkich negatywnych emocji, które czasem ktoś musi wyrazić za nas. To sprawia, że podczas słuchania tej muzyki do naszych uszu dociera coś więcej niż tylko zimne brzmienie syntezatorów. Posłuchajcie sami. A jeśli te dźwięki Was zaciekawią, zajrzyjcie do działu MP3, których warto posłuchać, w którego archiwach znajdziecie jedno udostępnione nagranie.

niedziela, 27 lutego 2011

Sztuka słuchania

Chcąc nieustannie poznawać coraz to nowych wykonawców i ich dokonania, trudno jest polegać wyłącznie na sobie i dotychczasowej wiedzy. Wszak płyt z potencjalnie interesującymi nas dźwiękami ukazuje się na tyle dużo, że nigdy nie będziemy mieli czasu, by w skupieniu posłuchać ich wszystkich. Dlatego od czasu do czasu warto uważnie nadstawić ucha i posłuchać, co interesującego odkryli zaprzyjaźnieni poszukiwacze dźwięków. 


Kilka dni temu mój wieloletni kolega po fachu, którego nota bene możecie znać z ogólnopolskiej anteny pewnej uznanej rozgłośni,  wspomniał mi o austriackim Our Ceasing Voice i jego pierwszym regularnym albumie, który muzycy w całości udostępnili w Internecie. Słuchając pochlebnej recenzji, jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach, trochę przytakiwałem, trochę powątpiewałem, aż w końcu zapoznałem się z płytą "..When  The Headline Hit Home..".  


Zespół powstał w 2006 r. i w dość krótkim czasie tworzący go muzycy pokazali drzemiący w nich  niemały potencjał, zwracając na siebie uwagę licznych sympatyków post rocka, shoegaze'u i wszelkich możliwych gitarowych eksperymentów. Teraz jednak otwiera się przednimi wielka szansa, by dotrzeć również do Was. Długo wyczekiwany regularny debiut Austriaków znajdziecie w dziale MP3, których warto posłuchać. Warto.