Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tiamat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tiamat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

W cieniu rocznicy

W Polsce pierwszy dzień września wiąże się z wiadomą datą i siłą rzeczy także rocznicą. Niemniej, ten dzień pozostaje także kojarzony, choć już zdecydowanie rzadziej, z płytą, której egzemplarz posiadało lub wciąż posiada wielu z Was. 1 września 1991 r. ukazało się "The Astral Sleep", druga regularna płyta Tiamat.  

Tiamat w 1991 r.  /  Fot.  Century Media
Gdyby Tiamat rozpadł się po debiutanckim "Summerian Cry", dziś tylko co najbardziej ortodoksyjni poszukiwacze starszych szwedzkich wydawnictw wspominaliby Treblinkę i jej bezpośrednią kontynuację w postaci zespołu niejakiego Johana Edlunda. Ale tak się nie stało. Zamiast tego Szwedzi szczęśliwie napotkali na swojej drodze Waldemara Sorychtę, naszego rodaka mieszkającego w Dortmundzie, którego producencka ręka w znaczny sposób przyczyniła się do największych studyjnych sukcesów zespołu. Ich zalążkiem był właśnie "Astralny sen".

Stare logo Tiamat
Kluczowym rozwiązaniem okazało się zagranie wolniej i ze zdecydowanie większą dawką nastroju stworzonego przez klawisze i gitary akustyczne. W ten sposób "The Astral Sleep" stała się jedną z licznego grona podobnych płyt początku lat 90., które dziś uznaje się za klasykę gatunku. Owszem, death metal i surowe brzmienie wciąż są tutaj bardzo słyszalne, niemniej dzięki temu druga płyta Tiamat stała się naturalnym pomostem łączącym brutalną przeszłość Szwedów z tym, co dopiero miało nadejść za sprawą kultowych dziś "Clouds" i "Wildhoney". Może właśnie dlatego o tym albumie dziś wspomina się nieco rzadziej. A szkoda.

piątek, 1 lutego 2013

Szwedzki miód z Krakowa

To zadziwiające, jak wiele są w stanie zrobić wytwórnie płytowe, byle tylko raz jeszcze sprzedać nam to samo. Uciekają się do najróżniejszych sztuczek, by po reedycję sięgnął nawet ten, kto w swoich zbiorach posiada już pierwsze wydanie danego albumu. Sposobów jest wiele i skutecznych na tyle, że czasem naprawdę trudno oprzeć się pokusie. Teraz też nie będzie to proste. Nakładem Century Media ukazało się kolejne wznowienie "Wildhoney" Tiamat. Na dołączonej drugiej płycie znajdziemy koncert, jaki Szwedzi zagrali w Krakowie 13 stycznia 2005 r.

Tiamat z czasów "Wildhoney"  /  Fot. Century Media
"Dziki miód" to bezsprzecznie największy artystyczny i zarazem komercyjny sukces Tiamat. Wydany w 1994 r. krążek przeszedł do klasyki klimatycznego grania i wciąż cieszy się niesłabnącym uznaniem. Zawarte na nim połączenie ciężkich gitar, klawiszy, rockowych, miejscami progresywnych, rozwiązań i przełożenie się tak powstałej muzyki na iście psychodeliczno-narkotyczny nastrój zaowocowało czymś niezwykłym. Olbrzymi wpływ na finalny efekt pracy Szwedów miał produkujący ten album Waldemar Sorychta. Gdyby nie on, "Wildhoney" nie brzmiałoby tak, jak brzmi. To właśnie m.in. dlatego czwarty album Tiamat był bodajże aż dwukrotnie wznawiany. Niegdyś ponownie ukazywał się w standardowym wydaniu. Innym razem  dołączono do niego epkę "Gaia" oraz swego czasu wydany na kompakcie w ścisłym nakładzie, a w Polsce jedynie na kasecie, koncert "Wild-Live in Stockholm". Teraz zaś Centry Media jeszcze raz postanowiło zarobić na tym wydawnictwie kilka euro. Do najnowszego wznowienia "Wildhoney" dołączono płytę z koncertem, jaki Szwedzi zagrali w Krakowie w 2005 r. Ściślej rzecz ujmując, jest to ścieżka dźwiękowa z wydanego rok później dvd "Church of Tiamat" zawierającego nagranie tegoż występu. Co prawda, był on już dostępny w wersji audio, ale jedynie w specjalnym limitowanym kilkunastopłytowym boksie. Teraz jest osiągalny bez większych ograniczeń. Pytanie tylko, czy warto?

Okładka "Wildhoney", 1994 r.
Trudno, by ktoś cenił sobie Tiamat i nie posiadał fizycznej kopii "Wildhoney", ale jeśli jakimś cudem tak jest, to śmiało powinien sięgnąć po najnowsze wznowienie tego albumu. Nie tylko ze względu na zawartość samej płyty, bo przecież przyjemnie słucha się zarejestrowanego w naszym kraju koncertu uznanej zagranicznej grupy. Zdecydowanie większy dylemat będą mieli ci, których jest zdecydowanie więcej. Czy ma sens kupować tę płytę raz jeszcze ze względu na dołączony do niej koncert? Na to pytanie każdy musi już odpowiedzieć sobie sam. I to niezależnie od tego, czy w styczniu 2005 r. był Krakowie, czy też nie. Przyznam, że osobiście jeszcze nie podjąłem decyzji. Poniżej znajdziecie fragment wspomnianego koncertu.

niedziela, 24 października 2010

Tiamat ponownie w Polsce

Niewiele osób pamięta, a jeszcze mniej o tym wie, że pierwszy koncert Tiamat poza Skandynawią odbył się w 1991 r. w ramach ówczesnej edycji rodzimego festiwalu Metalmania. Wówczas Szwedzi zagrali wraz z Grave, Dismember i Morgoth. Z obecnych muzyków zespołu tamto wydarzenie pamięta już tylko Johan Edlund, którego z biegiem kolejnych lat wielokrotnie mogliśmy oglądać na koncertach w Katowicach, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie i Olsztynie. Zaś już niebawem do tej listy zostanie dopisane kolejne miasto.

W ramach tegorocznej jesiennej europejskiej trasy Szwedzi zagrają 10 grudnia w Gdańsku na terenie tamtejszej stoczni, dzień później w warszawskiej Progresji, zaś 12 grudnia Tiamat wystąpi w katowickim Mega Clubie.