Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruno wątpliwy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bruno wątpliwy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2014

Pośmierty powrót Pornografii

W dobie grającego plastiku wielu z nas dość regularnie sięga po nagrania z przyszłości, by w zależności od wieku powspominać lub poznawać to, co kiedyś było niezwykłe, a dziś jest już nieco zapomniane ze względu na znikomy nakład wydawnictwa lub zwyczajnie brak jego profesjonalnej cyfrowej wersji. Wszak kasety miały to do siebie, że umierały dość szybko. Jednak to swoiste wywoływanie muzycznych duchów czasem przynosi zaskakujący efekt. Dwa lata temu, niemal co do dnia, na niniejszej witrynie padły słowa dotyczące łódzkiej Pornografii, a w nieodległy wówczas poniedziałkowy wieczór podczas naszego spotkania popłynęła również i muzyka z mocno wysłużonej taśmy magnetofonowej. To z pewnością zwykłe zrządzenie losu, ale w takiej sytuacji trudno nie uśmiechnąć się pod nosem. W tym roku ukaże się specjalny boks poświęcony zespołowi Tytusa de Ville. 

Pornografia, Tytus de Ville  / For. Arch. zespołu
Nie zdradzono jeszcze, jakie dokładnie nagrania znajdą się na płytach kompaktowych, ale siłą rzeczy musi to być m.in. cała zawartość pierwotnie wyłącznie kasetowego albumu "1989-1990". A skoro Łukasz Pawlak z Requiem Records zapowiedział boks, oznacza to, że w zanadrzu ma coś jeszcze. Prace zostały oficjalnie rozpoczęte, budząc nie małe nadzieje osób stęsknionych za polską zimną falą i jednocześnie od lat domagających się jej solidnego udokumentowania. Należy się to nie tylko nam, cierpliwym fanom, ale przede wszystkim muzykom, którzy w długiej połowie lat 80. współtworzyli coś niezwykłego, co w normalnej, a nie peerelowskiej, rzeczywistości byłoby solidnie nagrane i powszechnie dostępne.

Pornografia, koncert z udziałem Anji Orthodox  /  For. Arch. zespołu
Pornografia była zespołem działającym zaledwie kilka lat. Zagrała m.in. na festiwalu w Jarocinie, także na pierwszych edycjach Castle Party, jeszcze na zamku w Grodźcu. Jej liderem był wszędobylski Tytus de Ville, czyli Arkadiusz Sawicki, który zapisał ciekawą kartę w historii rodzimej zimnej fali. Łódzki gitarzysta grał m.in. w Bruno The Questionable, także przemianowanym następnie na dobrze znane Fading Colours, a swego czasu udzielał się również w chyba nieistniejącym już Daimonion z Piotrkowa Trybunalskiego. Słowem, do wydawniczego wskrzeszenia Pornografii dochodzi dość późno, ale przecież lepiej późno niż wcale. Poniżej znajdziecie jedyne oficjalne wideo zespołu, które promowało wspomnianą taśmę "1989-1990", na której śpiewała także Anja Orthodox.

wtorek, 17 grudnia 2013

Światło i cień

Bruno to ważne imię w historii rodzimego zimnego grania. Jeśli ktoś po nie sięga, zwłaszcza w przypadku takiej muzyki, budzi natychmiastowe skojarzenia z dokonaniami protoplasty Fading Colours, a te zaś przecież mogą uczynić tyleż dobrego, co i złego. Jak się jednak okazało, wejherowski Bruno Światłocień sprostał zadaniu, starszemu bratu Brunowi Wątpliwemu, udanie debiutując tegoroczną płytą "Czerń i cień" i tym samym podtrzymując tlący się jeszcze w Polsce kaganek zimnej fali. 

Bruno Światłocień, jeszcze w starym składzie  /  Fot. Arch. zespołu
To jeden z tych zespołów powstałych i działających z dala od wielkiego rozgłosu, sceny oficjalnej oraz tego wszystkiego, co widzimy w sklepach z płytami, w sieci, prasie, radiu i telewizji. A jednak jego muzycy grają swoje na tyle dobrze, że skutecznie przyciągają uwagę nowofalowymi pomysłami. Ta muzyka jest charakterystyczna i przede wszystkim szczera, a to w brew pozorom dziś nie tak często idzie ze sobą w parze. Znajdziemy w niej przyjemną dla ucha nieszablonowość powstałą na bazie czerpania z wspomnianego zimnego grania, także industrialu, dark wave, post rocka, a nawet subtelnego romansu z neofolkiem i ambientem. Rozbudowane kompozycje nie są łatwe w odbiorze, ale zarazem ciekawią, gdyż trudno przewidzieć, co stanie się za chwilę. Słuchacz może spodziewać się zarówno psychodeli, jak i noise'u.



Odpowiadający za muzykę i teksty Bronisław Ehrlich to faktycznie artysta, choć raczej lepszy z niego muzyk i malarz niż wokalista. Gdyby było inaczej, w studiu nie nałożono by na jego głos całej gamy efektów, ale z drugiej strony można na to przymknąć oko, a w zasadzie ucho, gdyż zrobiono to z pomysłem i tak, by teksty zaśpiewane w ojczystym języku komponowały się z chłodem uderzającym z głośników. 

Okładka płyty "Czerń i cień"
Takie wydawnictwa cieszą. Brzmią inaczej, słucha się ich inaczej i przede wszystkim z większą przyjemnością, gdyż to rodzima płyta mało znanego wykonawcy, a i dotarcie do niej nie jest takie oczywiste, wszak najpierw trzeba się o niej dowiedzieć, a raczej nikt tego za nas nie zrobi. Zaintrygowanych "Czernią i cieniem" odsyłam tutaj. To jeden z bardziej interesujących tegorocznych debiutów oraz nie pierwszy już dowód na to, że warto monitorować rodzimą sieć i śledzić katalogi małych, niezależnych wydawców. 
   

piątek, 15 lutego 2013

Muzyka pełna wątpliwości

Podczas jednej z kwietniowych audycji w 2009 r. moim gościem był Leszek Rakowski. Rozmawialiśmy przede wszystkim o dopiero co wydanej płycie "Come" Fading Colours, której kilka egzemplarzy miało tego wieczoru trafić w Wasze ręce. Wówczas rzeczony muzyk zadał pytanie konkursowe dotyczące zespołu, którym był protoplasta Fading Colours. Chodziło o nieco zapomnianego już Bruna Wątpliwego. Wtedy też postanowiłem rozwinąć wątek tej grupy i wówczas Leszek Rakowski bardzo się ożywił, wspominając powstanie zespołu, jego muzyczną ewolucję i ważny koncert na festiwalu w Jarocinie w 1988 r. Jakiś czas temu przypomniałem sobie to zdarzenie i w konsekwencji wróciłem do archiwalnych nagrań Bruna Wątpliwego, dziś zespołu niestety pamiętanego raczej jako wzmiankę w biografii Fading Colours, niż istotnego przedstawiciela polskiej zimnej fali. A szkoda.

Fot. Arch. zespołu
Wszystko zaczęło się w Bolesławcu w 1986 r., gdzie powstał wówczas stricte punkowy zespół o nazwie Bruno Wątpliwy, ale mniej więcej po roku działalności, muzycy podjęli decyzję o zmianie stylistyki, pozostawiając za plecami anarchistyczny bunt i kierując się w stronę zimnej fali. Kluczowy dla początków zespołu był koncert na festiwalu w Jarocinie w 1988 r., na którym muzyków nagrodzono bezcenną wówczas możliwością wejścia do studia nagraniowego. Mniej więcej w tym samym czasie ukazała się kaseta "Bruno Wątpliwy 1". To wydawnictwo było niezwykle ponurym i zimnym obrazem rzeczywistości, zarówno w warstwie muzycznej, jak słownej. Teksty napisane przez Mirosława Witkowskiego, podziemnego literata czasów PRL, wciąż robią niezwykłe wrażenie, dając do myślenia i skłaniając do postawienia pytania, dlaczego teraz tak rzadko słyszy się sensowne słowa idące w parze z muzyką.



Również w 1988 r. ukazała się druga taśma pt. "Bruno Wapliwy 2", ale, jak się okazało, było to swoiste pożegnanie Bruna z zimną falą. Wszystko za sprawą roszad personalnych, w tym dołączenia do zespołu wokalistki Katarzyny Ziemek, znanej obecnie jako De Coy. Zmiana przy mikrofonie, jak i te dokonane w instrumentarium, sprawiły że zimne dźwięki ustąpiły miejsca gotyckiej odmianie, czego efektem stałą się kaseta "Black Horse", wydana już pod anglojęzyczną nazwą Bruno The Questionable po wyraźnych sugestiach  SPV Poland. Co ciekawe, taśma-matka z polskimi partiami wokalnymi zaginęła i mimo że teksty w książeczce wydawnictwa zostały wydrukowane w naszym ojczystym języku, to w głośnikach słyszało się wokalną angielszczyznę. Z tamtych czasów pozostała jedna kompozycja zaśpiewana po polsku, która była pierwszym nagraniem zespołu z udziałem nowej wokalistki. "Nie mów mi" znajdziecie poniżej. Ostatecznie "Black Horse" został nagrany raz jeszcze w 1995 r., już pod nazwą Fading Colours.



Żywot Bruna Wątpliwego w pierwotnej, zimnej stylistyce nie trwał przesadnie długo, ale w pełni zasługuje na przypomnienie. Przede wszystkim dzięki treściom, jakie niosły ze sobą słowa i nastrojowi zawartemu w kompozytorskich pomysłach. Szkoda tylko, że muzykom nie było dane wejść do profesjonalnego studia, gdyż dziś wiedziałoby o nich znacznie więcej osób, a i przyjemniej przecież słuchałoby się ich nagrań w o wiele lepszej jakości, niż tej odpowiadającej mocno wysłużonej taśmie magnetofonowej. Na pocieszenie pozostaje "Szał", płyta cd-r wydana w 2001 r. siłami niewielkiej inicjatywy Furia Musica. Co prawda, nie trafiły na nią wszystkie kluczowe nagrania, ale i tak dobrze, że w ogóle coś takiego wyszło. To zdecydowanie więcej niż nic i dowód na to, jakie wiele w latach 80 mieli do powiedzenia rodzimi muzycy.